Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 202 509 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Za usterki przepraszamy!

czwartek, 03 lipca 2008 10:29

PRZERWA TECHNICZNA!
Wrócę jak ponaprawiam!

Podziel się
oceń
6
3

komentarze (790) | dodaj komentarz

Jeszce się kręci? Ale cieniutko...

wtorek, 24 czerwca 2008 20:09


JESTEM!
Co? Nawet nikt nie zauważył że mnie nie było?

Udało mi się odbyć krótkie wakacje- zaledwie kilka dni w Beskidach i na Słowacji. Wygląda na to, że „to by było na tyle” czyli mówiąc dosadnie i brutalnie mogę nie mieć więcej odpoczynku!
Gonią mnie problemy, kłopoty, robota – ale spokojnie!
Ja szybko biegam!

Nawet nie wiem czy moi faceci zauważyli, że mnie nie było bo nadal mają twarze utkwione w telewizorach i żywą współpracę wykazują tylko z pilotem.

Nie powiem- też zerkałam na mecze.
Holendrzy niestety pojechali już do domu zabierając swojego przystojnego trenera ale... został Hiddink! Też go lubię!
Czyli jest jeszcze komu pokibicować.
Mój najukochańszy przed mistrzostwami u bukmacherów obstawił zwycięstwo Rosji w Euro i cieszy się teraz jak Kali blaszką że „wychodzi na jego”.

Piłka nadal króluje ale jej czas panowania powoli dobiega końca.
Ależ będzie co niektórym nudno!

Nawet Pawełek spotkany przeze mnie po Krakowskiej Nocy Teatralnej błysnął wiedzą, że niby już wie co to spalony.
Jak zaczął tą wiedzę przekazywać, to okazało się zupełnie znienacka, że dla niego każdy karny to też spalony!
Mam nadzieję, że Paweł całkowicie skupi się na teatrze i nie postara się zostać specem od piłki, bo strach się bać jego wywodów przy następnym Euro.

A to będzie ponoć u nas...
Ponoć! Bo coś nie widać by na to się zanosiło...

To był szybki przekaz kobitki osaczonej przez problemy i kibiców.
Biegną podreptać po dawno nie widzianych blogowych ścieżkach.

Trzymajcie się rzodkiewki! O
gonków oczywiście!
Podziel się
oceń
2
2

komentarze (104) | dodaj komentarz

A jednak się kręci...

piątek, 13 czerwca 2008 1:52

Odpocznijmy od piłki!
Zresztą, tam jakieś dziwne rzeczy się dzieją.
Dla Niemców gole strzelają Polacy, i to do naszej bramki, natomiast dla nas musi strzelać Brazylijczyk.

Najważniejszym wydarzeniem tych mistrzostw i tak dla mnie jest trener Holendrów-  Marco van Basten oraz jego wspaniały garnitur.
Jak ten facet się w nim prezentuje!
Powinni głownie jego pokazywać w czasie meczu!
Do tej pory niekwestionowanym królem był Rijkaard i jego marynarki ale obecnie Marco go zdeklasował.

Ech, Ci Holendrzy! Potrafią zawrócić w głowie...

Z cyklu „co u mnie słychać” i dlaczego się systematycznie nie melduję- donoszę, że na oglądanie meczu Polaków z Niemcami też nie znalazłam czasu bo... wybrałam teatr!
Tak jakoś wyszło.
Są ludzie którzy są odporni na zbiorową histerię futbolową i to Oni mnie tam zaciągnęli!

K’woli sprawiedliwości trzeba dodać że po spektaklu w knajpce jeden znajomy tłumaczył drugiemu co to jest „spalony”.
Nie mam pewności czy ten drugi to pojął ale faktem jest, że dyskusja takowa się odbywała nawet w gronie w którym nie mają o piłce pojęcia .

Dla równowagi oglądałam ostatnio prawie wszystkie mecze. .
Moi faceci próbowali mi wprowadzić nawet „zakaz stadionowy” na meczu Niemców z Chorwatami za zbyt głośno eksponowaną radość ze strzelonej bramki.
Przecież wiem, że dla nas byłoby lepiej gdyby Niemcy wygrali ale... tak było miło patrzeć jak ich Chorwaci leją!

Jeszcze jedno!

Mam apel do Polaków przebywających w Londynie: Darujcie życie temu marnemu sędziemu Webb'owi.
Nie czekajcie na niego na lotnisku z  kałachami.
O chyba nie wiedział co czyni...

Powiem wam, że w weekendy jest w Krakowie więcej Anglików niż Polaków w Londynie. Jak tylko pan sędzia, w celach rekreacyjnych nawinie się w tym miejscu to my już mu tu dolejemy... coś do piwa!

No tak, a miało być „odpocznijmy od piłki”....

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (73) | dodaj komentarz

Domowy interes

środa, 04 czerwca 2008 0:23

Skomasowały mi się obowiązki tak zwane „pozadomowe” i chałupa ostała się prawie tydzień  bez nadzoru.
 Jak należy słusznie przypuszczać, to co ja zaniedbałam z braku czasu, moi faceci oczywiście też nie zrobili.

 Rzuciłam zmęczonym okiem na pobojowisko (które do niedawna było moim gniazdkiem) i rzekłam to, co pierwsze przychodzi na myśl, jak człowiek próbuje coś takiego opisać:

-Ależ tu burdel!

Na to moi panowie zaprotestowali i domagali się abym nie obrażała dobrze prosperujących burdeli które wyglądają dużo, dużo... lepiej.
Inaczej by na siebie nie zarobiły – a to ponoć bardzo dochodowy interes.

Wyrazili następnie zdumienie o co mi tak naprawdę chodzi.
Synuś oburzony wołał: „Przecież Ci odkurzyłem” (zwracam uwagę na słówko „Ci”) a małżonek obruszył się: „A kto zrobił Ci zakupy?”.

Muszę odsapnąć, odpocząć i wziąć się jutro do roboty.
Powiedziałam im że albo zrobię porządek albo... porządny, dochodowy burdel!

Podziel się
oceń
3
0

komentarze (77) | dodaj komentarz

Zabić Droba!

czwartek, 29 maja 2008 21:12


Czy ktoś widział ostatnio żywego Droba?
Wcale się nie dziwię że nie.
Jego już nie ma wśród żywych...
Oto co powiedziała mi, moja mała bratanica, Kasia:

-Ciociu, Ty wiesz... Michał, ten od Babci Frani, zabił Droba!

–Ojej! A któż to był ten Drob?

–Jak to, nie wiesz? A tyle razy go jadłaś!

Przełknęłam nerwowo ślinę. Mknęły mi przed oczyma różne droby, drob...noustroje, drob..ne ziarna... Poczułam lekki żołądkowy niepokój.

–Przecież to kurczak! Jadłaś przecież udka, kotleciki (!), rosół...

–Kasiu, Babcia ma drób i Michał zabił kurczaka?

–No właśnie mówię- zabił droba!

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (61) | dodaj komentarz

Nie samym chlebem człowiek żyje...

wtorek, 27 maja 2008 10:51

 

Stara się człowiek żeby, nie tylko dobrem materialnym ale i duchowym, dom ociekał- a tu tylko kłody pod nogi!

Ugodowa jestem, licząc na to że druga strona odpłaci mi się tym samym a tu…

Ale,  ale… dość tego wylewu sfrustrowanej  żółci matki i żony.

Porządkujemy!

 

Mam powody do złości bo moi faceci kompletnie nie liczą się moimi, ogólnie rzecz biorąc, gustami.

Zaplanowali w lutym oglądanie oskarowych produkcji („To nie jest kraj dla starych ludzi”  i „Aż poleje się krew”)- bez szemrania a nawet z przyklaskiem, przystałam na te propozycje.

Popłynęłam z nimi do kina, przyzwoicie się zachowywałam, wnioski prawidłowe wyciągnęłam i nawet wyrażałam głośno zachwyt. Filmy, rzeczywiście warte otrzymanych nagród.

Potem chciałam iść na „Lejdies”. Oprotestowali!

Nie było szans ich wyciągnąć nawet jakbym dopłaciła do interesu. Jolka poszła na to ze swoim faciem, Beata nie miała czasu, potem ja byłam zagoniona…

Przepadło!

Następne wyjście było na „U2” do IMAX- oczywiście też bez szemrania poszłam mimo, że w kinie 3D zachowuję się jak baba „niekumata, niepisana” bo nie mogę opanować naturalnych odruchów obronnych.

Przykładowo nie mogłam nie uchylać się bo wydawało mi się, że gitarzysta przywali mi gryfem prosto w nos a Bono za moment siądzie mi na kolanach.

Jasne, że koncert był zachwycający!

 

Miesiąc później nawoływałam rodzinę na wyjście na „Nie kłam kochanie”.

O Moja Matko! Jakie oburzenie zapanowało w domu!

Zarzucali mi, jak zwykle zresztą, komercję, „celofan i pvc” oraz „róż i sztuczny miód” tudzież  taniochę (Ładna mi taniocha zważywszy na cenę biletów!) i chłam…

 

No i co z tego!

W ramach protestu przeciwko nieuzasadnionemu podnoszeniu poprzeczki intelektualnej, kosztem dobrej prostej (choć nie prostackiej) zabawy popłynęłam na film z siostrą!

Właśnie dlatego, że nie spodziewałyśmy się za wiele, tylko romansidła i happy endu- było super!

 

Ale żeby nie wyjść na totalne bezmózgowie co to tylko szuka taniej rozrywki, przystałam na propozycje Lidki wyjścia do opery.

Rzuciłam hasłem: „Dama Kameliowa” w teatrze Słowackiego i … zgodził się pójść tylko synuś.

Mój ślubny facet zrobił taką minę jakbym zaproponowała mu wieczór w  Toy-Toy’u.

 Okazało się, że jednak coś mi się pomyliło i nie była to „Dama Kameliowa” tylko „Dama Pikowa”,  nie Verdiego tylko Czajkowskiego i nie po włosku tylko po rosyjsku.

Moje, tylko dzięki matce dobrze odchowane dziecko, było i tak zadowolone mimo, że wcześniej spędziło sporo czasu w internecie aby poczytać o Verdim i jego Damie Kameliowej natomiast o Pikowej nie wiedział nic.

Mój ślubny- którego to ukryte cechy wyjątkowej złośliwości ujawniły się dopiero teraz- przez tydzień pokładał się ze śmiechu!

 

Teraz w czasie długiego weekendu, chciałam iść na Indianę Jonesa i znowu… fala protestu.

Próbowałam przekonywać, że efekty specjalne, że Harrison Ford odmłodzony…

Prawie się oflagowali jak, nie przymierzając, niektóre niedocenione grupy zawodowe!

Znowu było, że komercja, kicz, pogoń za modą…

A ja i tak pójdę!

Wprawdzie, nie po to  żeby zobaczyć odmłodzonego Harrisona bo dla mnie to zupełnie niepotrzebny zabieg.

Uwielbiam jak niektórzy potrafią się pięknie starzeć!

Taki, przykładowo, Sean Connery, może mieć i 100 lat.

Z wiekiem tylko zyskuje!

Pójdę po prostu dobrze się zabawić, uśmiać i powzdychać do Indiany.

 

Czy faceci nie mają już w mózgach miejsca na prostą, głupawą zabawę?

Jolka twierdzi że żywię ich nieodpowiednio ( za dużo mięcha!) dlatego nie mają ochoty na durności natomiast Beata mówi, że powinnam mieć … córkę!


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (64) | dodaj komentarz

łykendowo i sportowo!

czwartek, 22 maja 2008 18:25

Wczorajszy wieczór w moim domu był poświęcony piłce nożnej.
Wiadomo, że mi się nastrój udzielił.
Ależ moi faceci potrafią budować atmosferę grozy, oczekiwania, niepewności!
Podobnie było przy Wiśle i Legii.

Mnie najbardziej wciągają rzuty karne, na co, dla odmiany, z niesmakiem patrzą moi faceci.
Bo niesprawiedliwe, bo loteria, bo przypadek.
No i dobrze- dokładnie tak jak w życiu!
Dla mnie to fascynujące!

Gdy wczoraj podchodził do rzutu karnego Christiano
Ronaldo, wrzeszczałam, że na pewno nie strzeli i będzie ryczał! Synuś jeden! 
On zawsze leje łzy gdy ja oglądam mecz!
I oczywiście że miałam rację!
Deszcz lał się moskiewskimi strugami a Christiano dodatkowo zraszał murawę szczerymi ślozami żalu.
Po całej serii rzutów karnych czynił to nadal ale ze szczęścia bo w efekcie Manchester jednak wygrał.

Ależ ja się znam na piłce!

Tak sobie dumam, że chętnie poczytałabym o słynnych, zwłaszcza tych nie strzelonych, rzutach karnych.
Co Ty na to Barnabo?

Mogłoby być przykładowo o Dejnie, Platinim...
Albo o Szewczence, którego pamiętam jak stał samotny i smutny a stadion szalał bo Dudek obronił jego karnego.
Do tej pory mam do niego sentyment.
To byłby bestseller!

Przecież w tym jest wszystko: dramaturgia walki o “być lub nie być” zespołu, nieodwracalność dokonanych wyborów (w który róg strzelić, gdzie się rzucić), elementarne „wpadki” najlepszych i triumfy do tej pory „drugoplanowych”.

Faceci tylko oglądają, drą się okrutnie a potem zapominają i idą, już wyżyci emocjonalnie, do swoich zajęć.
Zadowoli ich tylko wiedza „kto wygrał”.

Ech, co tam oni wiedzą o piłce

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (47) | dodaj komentarz

Dziewczyna dla syna

poniedziałek, 19 maja 2008 0:32

- Mamo daj mi na chwilę komputer. Napiszę tylko mail’a takiej jednej...

- Już, już synku... Dziewczynie? O kurcze! Jaka ona jest?

„Ma dziewczynę. To dobrze. Ciekawe kiedy przyprowadzi ją do domu. Fajnie byłoby ją poznać...”

– Mamo powiem Ci prawdę. Ona jest sprzedajna!

– Co???? 

„Wiedziałam, że trafi na jakąś wyrachowana lafiryndę! Matko Boska! W tym wieku i od razu sprzedajna!
Dziwka jedna!
Na takich młodocianych chce żerować! 
Wiem, wiem, On jest już pełnoletni! Ale od niedawna i jeszcze taki naiwny jak cholera!
Zresztą, faceci w każdym wieku dają się takim omotać! Ale dlaczego On?
Mój Boże i na co mi przyszło...
Nie, to nie może być prawda!
On na pewno żartuje...
W życiu bym nie pomyślała że ma takie durne poczucie humoru!
 Dziewczyna jest na pewno fajna a on o niej w ten sposób!
Jak byłam w jego wieku, to za takie dowcipy, waliło się w ryj”


– Jaja sobie z matki robisz! Mów poważnie co to za dziewczyna.

– Mamuśka to jest bardzo poważna sprawa!

„Tak się starałam i wypielęgnowałam takie durne dziecko! Normalnie wiąże się ze sprzedajną...”

– Mamo daj wreszcie ten komputer!

– Mów co to za jedna i skąd ją znasz!

- Znam ją z Allegro. Kupiłem u niej płytkę a ona mi do tej pory nie wysłała!

Taaa... Allegro! Dla miłościwie nam kupujących...

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (73) | dodaj komentarz

Pi-aR

poniedziałek, 12 maja 2008 20:27

Mam styczność w pracy z przedstawicielem bardzo modnej ostatnio profesji- z piarowcem.
Tak prawdę mówiąc, to całkiem niedawno nauczyłam się takiego zwrotu jak „zabiegi piarowe”.
A to takie topowe słowa!

Czarek- facet po odpowiednim szkoleniu- wytłumaczył mi, że jest to od PR (ang. Pi- aR) czyli Public Relationsi i uzmysłowił mi zarazem w jakiej to ja nieświadomości i ciemnocie żyłam do tej pory!
Gdybym, bowiem, posiadła w odpowiednim czasie, tudzież odpowiednią wiedzę to przeistoczyłabym się w produkt „piarowskich zabiegów” i żyła sobie teraz w błogiej szczęśliwości.
Należało by poznać tajniki „mowy ciała” oraz poprzez odpowiedni image kształtować i utrwalać swój wizerunek w oczach innych.
Oczywiście, przekazywałabym poprzez te zabiegi wizerunek jak najbardziej pozytywny.

Odrobina „lansu”, parę socjo-sztuczek, kilka socjo-treningów i już inaczej byłabym spostrzegana!
A przecież: jak Cię widzą tak Cię piszą!

Poprzez to wszystko moje życie stałoby się bardziej „mobilne” a ja to w ogóle miałabym lepszy odbiór samej siebie- bo  w pełni bym się zaakceptowała!
To wszystko razem wzięte, zaowocowałaby szczęśliwością która emanowała by (ode mnie oczywiście) na moich bliskich.
Wszystko by promieniowało ogólną radością i ... „żyli długo i szczęśliwie”.

Dlaczego mi wcześniej nikt tego nie powiedział?
Jak można było dopuścić mnie kiedyś do matury bez takiej elementarnej wiedzy która zmieniłaby moje życie?
Niesprawiedliwe!

Czarek mówił, że bez  piaru to żyje się tak jakby jechało się "z zaciągniętym ręcznym" i dostaje się częściej „z liścia” od życia.
A tu trzeba tak niewiele!

Ochłonęłam już z rozpaczy nad tym swoim zupełnie „niepiarowym” życiem i, powiem więcej, nawet wkurzyłam się na takich różnych Czarków!
Doszłam do wniosku, że nie chcę aby jakiś tam, spec zmieniał moje, przez długie lata wypracowane, nawyki ruchowe oraz  nakazywał mojemu „ciałokształtowi w co ma się przyodziać. 
Nie potrzebuję socjo-treningu aby zaakceptować siebie bo ja... nawet się lubię!

 Czego z całego serca życzę wszystkim piarowcom!
Zwłaszcza tym nawiedzonym.

Podziel się
oceń
3
0

komentarze (78) | dodaj komentarz

Mięsny towar

niedziela, 04 maja 2008 12:33

Ech, głupie te kobitki.... Taki towar jak Pudzian podobno się marnuje.
A ponoć ma jeszcze długi termin przydatności do użycia.
I to jaki bogaty w masie!
Co do jakości też nie mam zastrzeżeń- ponoć same mięśnie!

Tylko mi bez takich złośliwych insynuacji!
Że niby on to mięśniak i bezmózgowiec?

Otóż nie! Po pierwsze uczy się dzielnie a ostatnio nawet ogłosił że sam osobiście rozlicza PIT’a w 15 minut!
Własnym mózgiem i własnymi rękami!
Nieprzekonanych do tej pory, mogę zapewnić, że i liczby w jego zeznaniu podatkowym są na pewno też imponujące.
Co najmniej o rząd większe niż u innych! A może i o kilka...

Dodatkowo, jaki romantyczny! Tańczy, śpiewa, na rękach nosi...
Ma nawet wielkie szanse, na tychże rękach, wnieść swoją wybrankę do nowiutkiej, szpanerskiej corvetty!

Taki towar! Spieszyć się kobitki!

Szturmem na Pudziana!
Chyba nie dacie się wyprzedzić jakiejś silikonowej Dodzie z pvc.

Bo jak pomyślę, że ona go dorwie i zaczną się rozmnażać, plenić okrutnie....
Do tego dojdą małe Cichopki, Mroczki, Herbusie...
I to wszystko zalęgnie się w TV, w której to, wiadomo, żyje się tylko rodzinami.
I wszyscy oni będą mieć takie parcie na szkło!

O mój Dobry Boże miej w opiece TV!
Jeżeli nie ma do tej pory świętego od telewizji to trzeba czem prędzej go ustanowić!

Zaproponowałabym św. Tadeusza Judę bo On jest od spraw beznadziejnych...
Ale czy On nie ma już w tym, naszym kraju  za dużo na głowie?

Podziel się
oceń
3
0

komentarze (78) | dodaj komentarz

Dialogi zdecydowanie na cztery nogi.

poniedziałek, 28 kwietnia 2008 12:36
 

Udział biorą:
    1. Jagienka- lat 22, studentka, za którą ćwiczenia z Excel'a musi odwalać, w ramach pomocy sąsiedzkiej, koleżanka jej matki- Werka.
    2. Owa Werka, która bardzo lubi Jagienkę chociaż początkowo próbowała się wymigać z pomocy . Nie, Werka nie jest nieżyczliwa tylko po prostu zna Jagę i wie, że będzie musiała sama zrobić te ćwiczenia. Jagódka tymczasem będzie gadać, gadać, gadać...
Ale trzeba przyznać, że robi to przynajmniej w fascynujący sposób.
 

        –Nie pozwolili mi zamieszkać z przyjacielem- wali prosto od serca Jaga, tępo patrząc w arkusz.

        –No wiesz, to poważna decyzja. Takie zamieszkanie z chłopakiem może zaważyć na całym życiu- mądrzy się Werka. Bądź co bądź, zna życie a poza tym zna matkę Jagi i wie, że nie wybaczyła by jej innego odzewu.

        –Jakim chłopakiem? Mówię, że z przyjacielem! Zresztą On jest homo. Cudowny facet! - Werkę trochę zamurowało, podobnie jak i myszkę pod jej palcami. Funkcje Excel'a w jej wykonaniu też jakby zgłupiały...

        -Chciałaś zamieszkać z homoseksualistą?

        –Ojej! Normalka! Miał wolny pokój i to bardzo tanio. Chciałam się usamodzielnić!

        –To o co chodzi? Trzeba było podjąć samodzielnie decyzję.

        –Dobrze pani mówić! Kasy mam za mało. Mama powiedziała, że nie dołoży ani funia do takiego lokum! Ona jest taka wsteczna!

        –Hmmm...-Tu Werka wyraziła niby swoje zastanowienie, a prawdę mówiąc, to czasami przy Jadze brakuje jej języka w gębie. Werka zna matkę Jagi bardzo dobrze i wie, że na parady równości to Ona nie chodzi. Ale żeby od razu wsteczna?

         –A to była taka okazja! Byłby taki bajer!

        –Hmmm... – Werka woli już dumać nad funkcjami Excel'a bo są zdecydowanie bardziej przewidywalne niż to co Jagienka powie.

        -Zresztą to już nie aktualne. Na ten pokój załapała się Lara.

        –Lara? Jakie piękne imię! Jak z „Doktora Żiwago”- tu Werka się rozmarzyła Omar Sharif , muzyka Jarra-ojca, zima w Rosji.... Zamyka oczy i nuci pod nosem motyw z filmu....

 

        -Jaki Żiwago? To od Lary Croft, tej z gry. Całe gimnazjum ją ciupała i nawet rysowała. I tak się przykleiło...

Werka przestaje nucić bo ten motyw nie pasuje do brutalnego osadzenia Lary w grze komputerowej.

        –Szkoda...

Zupełnie nieoczekiwanie zrobiła się cisza, co przy Jagience jest prawie niespotykane i nienaturalne. Wytrącona z marzeń Werka poczuła się dziwnie więc zagadała:

        -A Ciebie jak nazywają?

        – Teraz? Teraz to Kubacka.

        –No... z twojego nazwiska to nie wynika...

        -Ale mój chłopak to Kuba!

        –Czyli na niego woła się Kubacki? Tak od imienia?

        –Nie! Większość kojarzy go jako Źróbek. To jeszcze ponoć z technikum bo on się tak na lekcjach rechotał.

Werka nadąża choć... nie kuma dlatego też rechota.
Ale nie jak żaba tylko jako ten Źróbek.
Kuba Źróbek ale nie Kubacki.
Przecież to proste i logiczne jak funkcje w Excel’u.

P.S.
Werka zapomniała zapytać jak nazywają tego kumpla homo...
Spokojnie! Dowie się jeszcze bo Jagódka na pewno wróci z nowym ćwiczeniem. Jaga Kubacka oczywiście!

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (62) | dodaj komentarz

Gwiazdy

środa, 23 kwietnia 2008 14:56

 

Marudna i gderliwa się ostatnio zrobiłam!

A może zawsze taka byłam?

Nijak się nie mogę dogadać – nawet z telewizorem!

 

Pokazuje mi stare filmy, które nie zawsze po raz setny, chce mi się oglądać, albo jakoweś dziwne programy z „gwiazdami”, których nie znam.

Te niby gwiazdy- jak to gwiazdy- śpiewają, tańczą, cyrkują… ubrane skąpo w celofan, odblaskowe pvc i komercję.


Generalnie, chodzi o to mojemu telewizorowi,  abym nauczyła się i wryła sobie, do tej pustej głowy telewizyjnego widza, że to „coś”, co się w nim porusza, to jest właśnie „gwiazda”.

Ktoś, kto robi za "gwiazdę", wcale nie musi być szczególny bo to nijak od jego zdolności nie zależy 

To on, czyli telewizor, ją promuje, utrwala jej wizerunek w społeczeństwie i lada moment uczyni z niej megagwiazdę!

Społeczeństwo się cieszy, że lampi się na gwiazdę, śle na nią sms-y i szefowie mojego telewizora mają jej z czego płacić gwiazdorską gażę.

A i... im samym coś skapnie…

 

Nie zraża się nawet, ten mój telewizor, jak słyszy takie rozmowy:

 

-     A cóż takiego oni tańczą?

–     Paso doble

–    To niby jest taniec towarzyski? I tak ich okrutnie miota? A która to „gwiazda”? „On” czy „Ona”?

–     No jak! Ona! To przecież pogodynka!

–    Acha! Nie znam... Ale ona jest o niebo gorsza! On za nią odwala całą robotę…

-     No bo to przecież „gwiazda” Ona się na tym nie zna!

 

Nie ja się wcale nie dziwię mojemu telewizorowi i jego szefom.

Biznes is biznes!

Sobie się nie mogę nadziwić, że jeszcze przed nim siedzę….


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (54) | dodaj komentarz

To był pies na baby!

wtorek, 22 kwietnia 2008 12:23

 

Tyle jej tłumaczyłam jaką wredną rasą są faceci!

Patrzyła na mnie ufnym wzrokiem i wydawało mi się że coś tam zakumała.

Tymczasem o mały włos a… puściłaby się z jakimś faciem niewiadomego pochodzenia.

Odurzona jego samczymi hormonami, robiła maślane oczy i wszystko wskazywało, że pozwoli mu na… bardzo wiele.

Na szczęście czuwałam i w porę wkroczyłam!

Uratowałam dziewictwo swojego pieska.

My kobiety musimy o siebie dbać!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (37) | dodaj komentarz

Główka pracuje!

czwartek, 17 kwietnia 2008 10:59

Beatka prawie od dwudziestu lat uczy historii i dane jej było kiedyś być wychowawczynią jednego z dzisiejszych wybrańców Benhakera- Marcina W.
Było to za czasów kiedy Marcin pobierał nauki by zostać stolarzem ale zdecydowanie bardziej przykładał się do treningów w Hutniku Kraków.
Jak później się okazało, miał rację bo dzięki temu trafił do naszej piłkarskiej reprezentacji na EURO.

Rodzina Beatki śledzi losy jej słynnego wychowanka.

- Ty wiesz jaką piękną bramkę strzelił twój Marcinek głową?!- mówi razu pewnego mąż Beatki.

–Wcale mnie to nie dziwi- odpowiada mu Beacia- dokładnie tego go uczyłam.

Widząc oniemiałe ze zdziwienia oczy małżonka, który nijak nie może znaleźć związku pomiędzy nauką historii a wyczynami na boisku, Beatka kontynuuje:

- Nie dziwi mnie to bo to ja go uczyłam pracy głową!

Taaa.... Sukces ma wielu ojców! I Matek!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (71) | dodaj komentarz

Blogowa zabawa

niedziela, 13 kwietnia 2008 11:53

Zasady gry są następujące
1. podaj link osoby która Cię wrobiła,aby nie mogła się wykręcić
2. podaj na bloogu reguły gry
3. podaj sześć nieistotnych zabawnych rzeczy o sobie
4. wybierz kolejne ofiary(6)
5. uprzedź te osoby o przyjemnościach jakie ich czekają.

Mnie wywołała Heliska i Ismena

No to do dzieła!

1. Pamiętam, że w dzieciństwie ciągle wpadałam w jakoweś tarapaty, mimo, że starałam się być grzeczna.
Wychowywałam się wspólnie z bratem i jemu właśnie wydatnie pomogłam przepchnąć głowę między metalowymi słupkami balustrady na balkonie naszego mieszkania (na piątym piętrze!).
Przeszły uszy i brat się zaklinował- nie było szans uwolnić łba z balustrady.
Wyobraźcie sobie minę mojego, wracającego z pracy, ojca gdy przywołany okrutnymi wrzaskami synka, wniósł głowę i zobaczył jego czachę, wystającą nienaturalnie z balkonu.
Skończyło się odpiłowaniem kawałka metalowej konstrukcji.
Brat wył cały czas a ja zwiałam.

2. W szkole podstawowej, na lekcji techniki, czytałam pod ławką „Janka Muzykanta”. Na końcu nowelki rozryczałam się na całego z wielkiej żałości nad zmarnowanym talentem Jaśka. Pani mnie uspokoiła ale pod koniec drugiej godziny lekcji postawiła mi pałę za nie wykonanie podkładki z drutu pod żelazko.
Potem był język polski, na którym polonistka czytała na głos „Janka Muzykanta” bo dzieci nie znały.

Nudziłam się, jako że wcześniej emocje już wypłakałam i dostałam.... drugą pałę za przeszkadzanie w lekcji.
Życie było wyjątkowo dla mnie niesprawiedliwe- byłam jedyną osobą w klasie która wiedziała o co w nowelce chodzi.

3. Miałam 12 lat gdy miał lada dzień urodzić się mój najmłodszy brat. Mama została odwieziona do szpitala a ja poszłam na zbiórkę harcerską i poinformowałam, że na następną nie przyjdę bo... będę miała dziecko.

4. Wyjaśniłam koledze w liceum, że cykl miesiączkowy ma dużo wspólnego z miesiącem a pośrednio z księżycem. Chodziło mi o słowotwórstwo! Księżyc, miesiąc, miesiączka...
Ten palant zrozumiał mnie opacznie i na lekcji przysposobienia do życia w rodzinie, zapytał, czy jeżeli miesiączki u kobiet zależą od księżyca to oznacza, że wszystkie dostają je w tym samym czasie.

5. Na studiach, w czasie juwenalii odśpiewałam z koleżanką, policjantowi kierującemu ruchem na Basztowej „Mój piękny panie, raz zobaczony w technikolorze...”. Wierzcie warto było! Opadły mu ręce już całkowicie, gdy jeszcze, z jednego z samochodów, wysiadł facet i poprosił mnie ... do tańca!

6. Odchodził na emeryturę dyrektor. Zorganizowano pożegnanie, wręczono prezent i każdy z nas podchodził i żegnał się osobiście. Też chciałam błysnąć i powiedzieć coś szczególnego człowiekowi który przyjmował mnie do mojej pierwszej pracy.
Gdy przyszła moja kolej odezwałam się:

-Był pan moim pierwszym...

Nie dokończyłam bo kolega stojący obok dodał z błyskiem w oku:

-Naprawdę?

Wszyscy ryknęli śmiechem a mój pierwszy... dyrektor spłonął rumieńcem.

Taki to on już był ten mój pierwszy... szef oczywiście!

Zapraszam do zabawy:
1. pogoda ducha.bloog.pl
2. mounthood.bloog.pl
3. wolanieprzezcisze.bloog.pl
4. majeczka-i-przyjaciele.bloog.pl
5. janika76b.blog.interria.pl
6. azjatka23.blog.interia.pl

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (51) | dodaj komentarz

Urodzinowy tort Mateusza

środa, 09 kwietnia 2008 12:27

 

Mateusz ma tatusia ale Bogna nie ma już, od pewnego czasu, męża.

Po powrocie z zagranicznych, udanych prób zarobkowania, poczuł tatuś przypływ ojcowskich uczuć i zadzwonił do synka:

 

- Masz niedługo urodziny. O czym marzysz?

 

Pytanie zadał głosem pewnym bo, bądź co bądź, kasy miał sporo i nie obawiał się, że za bardzo pójdzie w koszta. Trzeba, od czasu do czasu, pokazać maluchowi, że ma ojca nie byle jakiego!

Mateusz, tymczasem, nie wyskoczył z czymś wyjątkowo drogim ale jego życzenie trudno było tatusiowi spełnić.

 

Chciałbym  dostać taki wielki biały tort z czerwoną wisienką na czubku, i żebym mógł rzucić komuś w twarz, i żeby mi oddał takim samym… - zwierzał się, ufny w ojcowską moc spełniania marzeń, Mateusz - Wiesz tato, zrobimy taką bitwę na torty! Albo chciałbym żeby mi pozwolili rozbić kamieniem taką wielką szybę wystawową w sklepie i…

 

Tatusia zamurowało i gdy odzyskał zdolność mówienia poprosił do telefonu Bognę.

Oj, dostało się jej wtedy!

Bo dziecko nie umie wychować.. A tak w ogóle, to pewnie sama kazała mówić synkowi takie brednie do ojca!

On przecież zadzwonił bo chciał naprawdę kupić coś wspaniałego.

A co! Kupiłby nawet IPoda, albo bajer-komórę, lub nawet super komputer! Tymczasem Oni uniemożliwiają mu bycie dobrym tatusiem!

 

Bogna twierdzi, że od tego czasu tatuś nie pyta już o zdanie dziecka, tylko kupuje coś wedle własnego uznania.

Ostatnio, nawet już nie przychodzi tylko prezenty wysyła.

Pewnie boi się żeby nie dostać tortem w twarz…

Sama bym mu przywaliła…

 

P.S.

Tak sobie dumam, że taka bitwa na torty to cudowna rzecz! Może by to zorganizować


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (54) | dodaj komentarz

Mateusz

sobota, 05 kwietnia 2008 10:39

Uwielbiam słuchać co się dzieje u dzieci moich znajomych.
Tylko niech mi nikt nie wyskakuje z tekstem, że powinnam mieć pięcioro własnych albo pracować w przedszkolu.
Zupełnie mi wystarczy (bo musi) jedno własne i cała chmara dzieciaków w rodzinie i u przyjaciół.
Jest tego aż nadto!

Wczoraj pogadałam sobie z  Bogną, która samotnie wychowuje Mateusza.
Ten to dopiero potrafi urozmaicić życie wszystkim naokoło.
Nie tak dawno nagle zniknął z pola widzenia matce w hipermarkecie M1. Przerażona Bogna zdążyła już zaalarmować ochronę gdy ktoś nagle zauważył, że jakieś dziecko stoi nieruchomo wśród manekinów na wystawie „Smyka”.
Bawił się świetnie i w ogóle nie zauważył, że to jego szukają.

Przed świętami Bogna zadzwoniła bo nie wiedziała jak pomóc dziecku z zadaniem z religii :

„Napisz list w imieniu Pana Boga zapraszający Cię na ucztę w niebie”.

 Mówiła, że Mateusz siedział już dwie godziny przy biurku i ryczał, że do żadnego nieba na ucztę nie pójdzie bo nie chce umierać.
Odgoniła Bogna syna od zadania i za moją poradą, postanowiła dziecko usprawiedliwić.
Ksiądz dobrodziej nie był jednak łaskaw, być wyrozumiałym,  bo usprawiedliwienia nie przyjął i powiedział Bognie, że zadanie miało oswoić dzieci ze śmiercią.
Bogna i Mateusz ciężko jednak to oswojenie przeszli.

Ostatni numer Mateusz wykręcił babci dwa dni temu.
Wsiadł bowiem z babcią do autobusu, grzecznie zajął miejsce i wtedy to staruszka zorientowała się, że nie ma biletu dla wnusia.
Odliczyła odpowiednią kwotę pieniążków i poleciła:

-Mateuszku, idź kup bilet.

Nie dodała, że u kierowcy bo wydawało jej się to oczywiste.
Dla wnusia jednak takie jasne to nie było, bo jak tylko autobus zatrzymał się na przystanku, dziecko wyskoczyło i pobiegło do kiosku po bilet.
Babcia narobiła rabanu na tyle głośno i skutecznie że Mateusza z drogi do kiosku wrócono, zanim kierowca ruszył z przystanku.
Zresztą, kierowca tak się ubawił, że dał wnusiowi bilet za darmo.
Babcia ponoć, po przyjściu do domu, nadawała się prawie do reanimacji!

Takie to ciekawe ludki rosną mi pod nosem.
Niech się „Kevin sam...” gdzieś tam schowa...

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (62) | dodaj komentarz

Nie celowć we mnie!

wtorek, 01 kwietnia 2008 8:20

Pierwszy kwiecień jest przynajmniej uczciwy bo z góry wiadomo, że będzie się poddanym „oszukiwawczym” zabiegom.

Natomiast cały rok „żeni się kit” i nawet później nie ma żadnych sprostowań.

Największy z kitów, wręcz „kit-hit”,  to oczywiście każda jedna reklama.

Drugi to polityka z jej sloganami, że wszyscy jesteśmy „wolni i równi”.

Szkoda gadać…

Chińczycy mawiają, że „rzucone kłamstwo wraca kamieniem”.

Oj, naiwni!

Może i tak się dzieje w tym dziwnym, żółtym kraju ale nie u nas.

Kłamstwo wraca kamieniem z którego to, powstają podwaliny pod ideologię a na niej , jeszcze później, pną się w górę kariery i majątki.

 

Lepiej dzisiaj chodzić w kasku z uwagi na nisko latające kamienie powracających kłamstw.

Mam nadzieję, że chociaż nie będą celować w oko!

 

Jakoś mi od rana nie do śmiechu w taki śmieszny dzień.

Może jeszcze się coś dziś wydarzy? Może jeszcze mnie ktoś rozśmieszy?

Dzień dopiero się zaczął…


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (50) | dodaj komentarz

Bodyguard

środa, 26 marca 2008 9:32
Wiem, że już po świętach!
Niestety, dane mi było świętować jedynie kłopoty i choroby. O tym jednak nie będę się rozwodzić- każdy ma tego towaru pod dostatkiem!

Ciekawy miałam natomiast poniedziałek świąteczny. Ten lany, oczywiście!
Lekko już późnym popołudniem udałam się samotnie na spacerek z pieskiem. Wcześniej nie dało się wyjść z chałupy bo, zupełnie nie wiosennie, zawiewało śniegiem.
Na prostej drodze, nagle pojawiła się przed moimi oczyma , grupa mało- i dużolatów z uzbrojeniem w postaci butelek, wiaderek, worków z wodą...
Grupka wyraźnie zainteresowała się moją osobą jako obiektem do zadośćuczynienia „lanoponiedziałkowej” tradycji czyli do polewania.

Nie, nie byli ślepi ani naćpani- na ich obronę niech przyczyni się fakt , że prosta była długa i mimo młodych oczu mogli zauważyć jedynie czerwoną kurtkę z kapturkiem a nie osobę godna podrywu.
Zresztą, w to chłodne popołudnie, niewiele plątało się po ulicach obiektów godnych polania.
Już nawet opracowałam sobie plan operacyjny na wypadek gdybym była goniona. Dom niedaleko- jakoś bym się do niego dostała.

Tymczasem, gdy tylko pojawiła się okazja żeby potraktowano mnie jak małolatę- pojawił się bodyguard w postaci kolegi mojego syna który orzekł, dumnie prężąc pierś:

-Niech się pani nie boi. Oni nic pani nie zrobią!

I tak przeszła mimo mnie, ostatnia chyba okazja poczucia się jak obiekt godny pożądania dla... butelek z wodą.
Może uda się w przyszłym roku.
Zrobię sobie warkoczyki i kupię jaskrawo różową kurtkę.

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (58) | dodaj komentarz

Werka- żołnierka.

sobota, 15 marca 2008 0:54

„Wychowałam się na czołgu”
Fajnie jak tak zaczyna się życiorys!

To nie jest żaden kit- tylko w moim przypadku- najprawdziwsza prawda, a dla tych co życie ze mną spędzają- oczywista oczywistość!
Nieopodal mojego podwórka, stał sobie (i po dłuższym remoncie, wrócił by nadal stać) najprawdziwszy czołg. Taki który walczył na wojnie. Za czasów mojego dzieciństwa miał napis „Rudy” i „102”, obsiadały go dzieciaki, strzelały z patyków, huśtały się na lufie i próbowały otworzyć przyspawane klapy włazów.
Swojego czasu, w przepastne czeluście tej maszynerii, przez jakiś tam otworek, wpadł mojemu bratu chiński trampek i nijak nie dało się go odzyskać.

Ależ tam były wojny!
Oczywiście, że byłam i Lidką i Marusią!
Jasne, że popisywałam się skokami i fikołkami!
On był przecież lepszy niż trzepak, mimo że nas systematycznie przeganiano.

Stojąc na tym czołgu, w sylwestrową noc w stanie wojennym mój kolega odśpiewał: „Wyrwij murom zęby krat! Zerwij kajdany połam bat....”
Mówi teraz, że szkoda, że go nie zwinęli bo miałby kombatancką przeszłość.
Kumpel Misiek skacząc złamał rękę, Ewka miała tam pierwszą randkę....

Och, takich przykładów można by mnożyć!

Był sobie czołg... częścią dzieciństwa i młodości.

Zabrano go na rok(!)- niby do remontu- i zaczęto wywlekać problemy związane z powrotem.
A to, że to jest relikt poprzedniej, „słusznie minionej” epoki, lub też że promuje „militaryzm”, oraz że dla takich „zabytków” to jest miejsce w muzeach...

Na szczęście po roku wrócił!
Taki świeżutki, wymuskany!
Zmieniono mu betonowy podest, obsiano trawką naokoło, wzniesiono murek, osadzono tabliczkę pamiątkową.
Okazało się, że on nie jest żaden „Rudy” ani „102” tylko zabytek który walczył na froncie gdzieś tam w Czechach.

Dzieci nie wspinają się, nie huśtają się na lufie, nie gubią bucików próbując walczyć z klapą...

No piękny jest! Ale mi jakoś tak ... żal.

Patrzyłam na niego oczami dziecka kiedy był wieeeeeelki i ciekawy, oczami ciut postrzelonej nastolaty gdy działo się „coś dla jaj”, oczami matki przerażonej „bo dziecko się wdrapuje...”
Pamiętam nawet, jak kiedyś był otoczony zomowcami i spowity paskudnymi gazami w czasie zamieszek.

Dziś on taki ładny i czyściutki.
Tylko czegoś mi jednak brak...
Czyżby udowodniono mi, po raz kolejny już, że moje dzieciństwo i młodość to „epoka słusznie miniona”?
A ja to jakowaś kombatantka?...

To pisała Werka Żołnierka... ze skwerka

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (86) | dodaj komentarz

Licznik odwiedzin:  491 569  

Który dzisiaj mamy?

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 491569
Wpisy
  • liczba: 144
  • komentarze: 7903
Bloog istnieje od: 3485 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl